piątek, 7 października 2016

Essie Mademoiselle

To jeden z lakierów, wokół których chodziłam bardzo długo. Po pierwsze - cena, po drugie - skrajne opinie w necie, po trzecie (łączące się z po pierwszym) - taka kasa za lakier, którego właściwie nie widać? Upłynęło trochę czasu, przyszła faza na mleczne lakiery i oto jest - Madmłazelka w moim lakierowym pudełku. Brawo dla Essie za nazwę, idealnie pasuje do tego lakieru ;)

Wracając do lakieru - bardzo wygodna aplikacja dzięki szerokiemu, płaskiemu, zaokrąglonemu na końcu pędzelkowi. Jak się okazało, Mademoiselle różni się od innych transparentnych lakierów, których używałam. Jest rzadsza, mniej kryjąca i mniej mleczna (brak efektu rąk zombie), nie smuży. Czytając recenzje kilka razy trafiłam na zarzut, że lakier nie kryje - on nie ma kryć;)

Zdjęcia w świetle naturalnym, baza Nail Tek Foundation III, dwie warstwy Mademoiselle, top coat Golden Rose Prodigy.  






3 komentarze:

  1. wygląda całkiem fajnie, choć ja odczuwam jakąś taką niechęć do essie. tzn mam kilka ich lakierów ale wkurza mnie, że one są w większości wszystkie takie nudne. nowa kolekcja znowu kremy... beże czerwienie, dla sroki to jakaś masakra :P chociaż ostatnio wprowadzili kilka fajnych lakierów, których oczywiście u nas pewnie nigdy nie zobaczymy. ale kończąc pozytywnie, jeszcze raz - madmłazelka prezentuje się bardzo ładnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Essie raczej jest znane właśnie z tych klasycznych/nudnych kolorów, typu mleczne, beże, czerwienie;) Mi w to graj;) Za to Colour Alike widzę ostatnio szaleją.

      Usuń
    2. szaleją faktycznie. szkoda tylko, że czasami wypuszczają kolekcje tylko do stempli, bez ich klasycznych odpowiedników. ale nie mam na co narzekać holo żelki neonowe i zwykłe neony od nich są bardzo fajne :)

      Usuń

Jedną z najfajniejszych rzeczy w blogowaniu (oprócz dopieszczania własnego ego:P) jest kontakt z Czytelnikami. Dlatego będzie mi bardzo miło, jeśli zechcesz napisać kilka słów. Preferowana forma komentarza to oczywiście maksimum słodzenia przy minimalnej liczbie słów, ale polemika i konstruktywna krytyka też są mile widziane;)

A jeśli masz zamiar pohejtować... Cóż... Go ahead, make my day.